sobota, 4 stycznia 2014

Diorskin Nude Glow Aurora 001

Witajcie :)

     Marzy mi się słońce. Słońce na niebie, słońce na twarzy, ciepło i blask. Za oknem szaro, buro i ponuro. Nawet śniegu brak tej zimy. A jakże byłoby pięknie, gdyby skrzył się w promieniach zimowego słoneczka w mroźny dzień.
Szukając pocieszenia, na drodze poszukiwań natknęłam się na... 
Właśnie na  Diorskin Nude Glow, czyli  rozświetlający puder brązujący do twarzy.
     


     Pierwszy produkt Diora, który poprzez dostosowywanie się do otaczającego światła, ociepla naturalny odcień skóry i pozwala jej, właściwie przez cały rok, cieszyć się zdrowym, pięknym, naturalnym blaskiem. 



Wg producenta, przy każdej aplikacji skóra staje się bardziej promienna, przepełniona energią i piękną iluminacją. Produkt dostępny w kilku wyjątkowych odcieniach, z których każdy łączy kolor i światło z ocieplającymi tonami całkowicie naturalnej promienności oraz zdrowego lśnienia w każdym świetle. Naturalność i promienność to kluczowe hasła tego wizerunku. 
Nowoczesne połączenie dwóch rozświetlających odcieni zapewni cerze młodzieńczy, wakacyjny blask, nie pozbawiając jej pełnej naturalności i świeżości. 
Puder w odcieniach różu jest stworzony dla ożywienia zmęczonej, poszarzałej cery, a w odcieniach brzoskwiniowych wyczarowuje lato na twarzy. 
Dostępne są cztery odcienie tegoż produktu: Aurora, Sunlight, Zenith i Sunset.  



Tu chciałam Wam przedstawić najjaśniejszy odcień, Aurora.  
Jak widać na zdjęciach, Aurora nie należy do ciemnych bronzerów. Oczywiście można użyć osobno różnych odcieni zawartych w produkcie, ale zmiksowanie całości na twarzy będzie łatwiejsze i szybsze, a równie dobrze może sie na niej prezentować. 

Ja osobiście nie lubię być zbyt opalona, bo należę raczej do bladziochów, więc wskazana byłaby u mnie delikatna aplikacja dla uzyskania subtelnego efektu. Zwykle też unikam bronzerów, bo obawiam się zbyt mocnego koloru, ale Aurora zdaje się być bardziej subtelna i naturalna. 



Do pudru dołączony jest pędzel kabuki, a produkt zapakowany jest w elegancki czarny welurek. Ten słodki mini pędzel kabuki delikatnym włosiem muska twarz. Włosie to jest na tyle gęste, aby aplikować więcej produktu na twarzy, więc jeśli chcemy wyglądać na bardziej opaloną, to pędzel tego właśnie dokona. Jeśli zaś chcemy subtelnego połysku, rozpromienienia to możemy użyć dużego pędzla. Piękny efekt gwarantowany.

Zachwyca mnie w Aurorze właściwie wszystko, barwa pudru, piękne ekskluzywne opakowanie i cała reszta :) Jak dla mnie bomba.



Używacie takich produktów? Jakie lubicie najbardziej?

Pozdrawiam słonecznie ;)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Mikołaj na 5.

Witajcie :)

     Święta niestety już za nami, ale pozostał jeszcze nastrój, kilka deko wagi więcej, no i prezenty :)
  W tym roku bardzo chciałam otrzymać od mojego Mikołaja jakiś piękny zapach. Marzył mi się zapach słodki, lecz nie przesadnie, zmysłowy, szykowny, kobiecy, energetyczny. Naczytałam się pięknych opisów perfum na blogu Ines i już wiedziałam, że to będzie to. I się spełniło ;)
  Pod zielonym drzewkiem Mikołaj zostawił dla mnie m.in. boskie La vie est belle z Lancome oraz przepiękne Si od Giorgio Armaniego.



La vie est belle to zapach wolności i szczęścia, będący jednocześnie zwieńczeniem prostoty piękna. Ta woda perfumowana oczarowuje szlachetnymi składnikami, pochodzącymi z natury. Irys pallida, kwiat pomarańczy, esencja z paczuli i jaśmin w nutach serca, otulone delikatnymi, pudrowymi nutami nadają zapachowi wyjątkowy i niepowtarzalny charakter. La vie est belle to kompozycja wykreowana specjalnie dla Lancome przez trzech wybitnych francuskich perfumiarzy.*




Si jest nową interpretacją szyprowego zapachu, który otula skórę i obezwładnia zmysły. Zapach jest elegancki i wyjątkowy. Harmonijnie łączy ze sobą trzy akordy: nektar z czarnej porzeczki, współczesny szypr oraz jasne drzewo piżmowe.*














Pozdrawiam jeszcze świątecznie ;)

*źródło internet

sobota, 30 listopada 2013

Jesienne mini (nie)polowanie

Witajcie :)


   Wszyscy się chwalą swoimi łupami, a to rossmannowymi, a to listopadowymi lub jeszcze innymi. 


I ja w takim razie postanowiłam pokazać moje zdobycze. Nazwałam to (nie)polowaniem, bo faktycznie nie na wszystko tu polowałam, a kupiłam pod wpływem impulsu. 
Z rossmannowej promocji 40% na kolorówkę niestety nie skorzystałam, bo w "moim" Rossmannie nic ciekawego nie było, a właściwie to on słaby jest ogólnie (ten "mój"). Mam w swej kolekcji dwie fajne pomadki sygnowane przez Kate Moss nr 101 i 104, które zdobyłam na poprzedniej drogeryjnej promocji.
Postanowiłam jednak Wam pokazać to co mam, a co mi tam ;)
I tak do mojej kosmetycznej kolekcji trafiły:
- woda Iceberg Yasmin (delikatna, subtelna), 
- dwa pudry w kamieniu oraz róż do policzków Misslyn (promocja w Hebe), 
- z Inglota bibułki matujące, róż, kredka do brwi oraz róż mozaika, 
- a z Sephory podkład i puder w kamieniu.

Ostatnio także w sklepie internetowym Pat&Rub, w cenie promocyjnej z okazji 5 urodzin marki, kupiłam otulające masło i scrub do ciała. 

Niewiele tego, ale zawsze oko cieszy i jakieś nowe doznania kosmetyczne się przydadzą.

A oto kilka zdjęć:















Pozdrawiam ciepło;)

niedziela, 17 listopada 2013

Clarins - z miłości do piękna

Witajcie :)


   Marka Clarins zrodziła się podobno z pasji jednego mężczyzny do kobiecego piękna. Tym mężczyzną był Jacques Courtin-Clarins, który otworzył swój pierwszy Instytut w Paryżu w 1954. Stworzył on nową koncepcję piękna, tj. piękno, które prowadzi do szczęścia. Od tego czasu doświadczenie Clarins ciągle wzrasta, zgodnie z filozofią marki: słuchania, respektowania i komunikowania się z klientem. Oferuje ona dostęp do rezultatów i przyjemności. Pasją J. Courtin-Clarins zarazili się jego dwaj synowie, Christian i Olivier, kontynuując ofiarowanie piękna kobietom i mężczyznom na całym świecie.
Dzisiaj marka Clarins jest europejskim liderem w dziedzinie luksusowych kosmetyków pielęgnacyjnych i cieszy się zaufaniem rzeszy klientów na całym świecie.


W Polsce kosmetyki Clarins dostępne są w perfumeriach Douglas i Sephora (oraz w sklepach internetowych).

Sama zaczęłam bliżej przyglądać się tej marce (właściwie to dzięki blogowi Ines) zaciekawiona pięknem oferowanych kosmetyków kolorowych oraz dobrą opinią kosmetyków do pielęgnacji. Odpowiada mi też koncepcja mająca prowadzić do szczęścia dzięki używaniu tychże kosmetyków. Kusi mnie luksus, obietnica rezultatów i przyjemności.

W sezonie przedświątecznym, jak wiele przeróżnych firm kosmetycznych, Clarins m.in. przygotował zestawy do pielęgnacji cery (których nie będę tu przedstawiać, bo zrobili to już inni) oraz zestaw do makijażu w postaci palety cieni (edycja limitowana).


Paleta zainteresowała mnie, ponieważ nigdy nie miałam do czynienia z kolorówką Clarins, a kolory w niej zamieszczone bardzo "przypadły mi do oka". Prezentuje się ona bardzo ciekawie, aczkolwiek nie wiem czy cienie te są warte uwagi (coś mi mówi, że jednak tak), jaka jest ich faktura, formuła czy trwałość.

Szperając w internecie przy okazji natknęłam się na inne (z poprzednich kolekcji) fajne kosmetyki Clarins, np.  
Face and Blush Powder 
czy 
Palette Eclat Face and Blush Powder. 




Tym samym doszłam do wniosku, że straszna ze mnie amatorka i tak naprawdę nie wiele jeszcze wiem i znam, ale nic straconego, bo wciąż odkrywam nowe wspaniałości (i straszności) kosmetyczne. 

Znacie te akurat kosmetyki? Są warte uwagi (i kasy ;) )? A może polecacie coś innego z Clarins?

Pozdrawiam;)



(zdjęcia zapożyczone z internetu)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Passionfruit&Lime Organique

Witajcie :)

   Aksamitny Balsam Marakuja i Limonka Botanic Garden Organique to dla mnie pachnące owocami wspomnienie lata. Zapach jest piękny, świeży, delikatny i rześki jednocześnie. Czuć tu delikatną woń marakui i orzeźwiającą woń limonki. Jak dla mnie bosko :)


Co pisze producent:

Apetyczny, owocowy balsam do ciała o lekkiej, aksamitnej konsystencji. polecany w szczególności do skóry suchej i wrażliwej, z kruchymi naczynkami krwionośnymi. Unikalne połączenie wyciągów z marakui i limonki dostarcza ogromnej dawki wzmacniających witamin i składników regenerujących. Optymalnie dobrana formuła balsamu nie obciąża skóry i pozbawiona jest szkodliwych substancji (kosmetyk wegański). Balsam posiada neutralne pH, doskonale nawilża i uelastycznia skórę oraz zapewnia jej długotrwały komfort i witalny wygląd.



Składniki aktywne:
- marakuja - bogata w karoteny, wapń i żelazo oraz witaminy A, C i PP; odżywia, wzmacnia i chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi;
- limonka - cenne źródło witaminy C; działa odprężająco i przeciwzapalnie;
- gliceryna, witaminy C i E, d-pantenol, mocznik, allantoina; 




Producent zapewnia nas także o bezpiecznej formule dzięki nie umieszczeniu w składzie produktu takich składników jak czytamy poniżej:


































   
Moja opinia:

Balsam zamknięto w plastikowej butelce z pompką, która dozuje niewielką ilość produktu, więc nie ma obawy, że wyleje nam się za dużo. Pojemność opakowania to 250 ml, a zawartość należy zużyć wciągu 6 miesięcy od otwarcia. Kolor, jak widać na zdjęciach, jest jasno zielony.


Konsystencja balsamu jest raczej rzadka, ale nie lejąca. Jest to wg mnie mleczko o delikatnej, aksamitnej formule, które łatwo się rozprowadza na ciele i dość szybko wchłania.







Zapach jest świeży, orzeźwiający, w sam raz na lato, ale i nie tylko. Po zaaplikowaniu go po kąpieli aromat kosmetyku długo utrzymuje się na skórze, co mnie bardzo cieszy, a i tak mogłabym się nim maziać co chwilę (a przynajmniej dłonie).


Dzięki balsamowi czujemy komfort pięknie pachnącej skóry, ale również dobrze nawilżonej, delikatnej, wręcz aksamitnej.
Ja osobiście bardzo lubię aplikować sobie takie odświeżające pachnidła po wypeelingowaniu skóry pod prysznicem "szorstkimi" rękawiczkami. 
Bardzo Wam polecam ten balsamik, ponieważ jest wart tego by go wypróbować, zarówno ze względu na zapach jak i na właściwości nawilżające i odświeżające. Komfort pięknej zmysłowo pachnącej świeżymi owocami skóry gwarantowany.

Pozdrawiam limonkowo;)